Reakcje mediów na oskarżenia Tomasza Lisa o mobbing

Reakcje mediów na oskarżenia Tomasza Lisa o mobbing

Miesiąc po odejściu Tomasza Lisa z redakcji Newsweeka, 24 czerwca, Szymon Jadczak dla wp.pl ujawnił zarzuty pracowników wobec byłego redaktora naczelnego magazynu. 

Tomasz Lis opuścił stanowisko redaktora naczelnego Newsweeka w niewyjaśnionych okolicznościach. Nasza redakcja pisała również o kontrowersjach związanych z okładką jednego z wydań Newsweeka: https://indid.pl/andrzej-duda-i-joe-biden-na-okladce-newsweeka/, za którą Tomasz Lis został mocno skrytykowany.

Wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska nie podało przyczyny tej zmiany, nie odpowiedziało również na doniesienia o mobbingu, o które dopytywał Szymon Jadczak. 

Odejście Lisa z Newsweeka jak i sam artykuł Jadczaka spotkało się z szerokim odzewem opinii publicznej. Szczegółowo artykuł na wp.pl opisujemy poniżej, a w pierwszej kolejności chcielibyśmy się skupić na reakcjach mediów, na doniesienia Szymona Jadczaka. 

Tak poważne zarzuty jak mobbing w stosunku do jednego z najważniejszych polskich dziennikarzy nie mogą przejść obojętnie. Oczywiście nie oceniamy w tej chwili samej sytuacji i tego czy Lis jest winny rzeczom o które się go oskarża, jednak sama wzmianka o tych oskarżeniach wydaje się być obowiązkiem mediów, które są obiektywne i chcą przekazywać swoim czytelnikom informacje. Z racji tego, że polska scena medialna jest podzielona linią podziału politycznego, a także np. wydawców, którzy skupiają w swoich rękach kilka tytułów medialnych postanowiliśmy sprawdzić kto napisał a kto nie o zarzutach wobec Lisa.

Co nie powinno dziwić to szerokie zainteresowanie tematem mediów prawicowych. Tomasz Lis wielokrotnie krytykował Prawo i Sprawiedliwość oraz same media przychylne PiSowi więc taka informacja była dla nich jak świąteczny prezent. Portale takie jak dorzeczy.pl, wpolityce.pl czy tvp.info od razu podchwyciły temat. Co warto zauważyć zrobiły to w większości w sposób dość powściągliwy, streszczając artykuł Jadczaka i dodając tłumaczenia Lisa – przynajmniej w pierwszych artykułach na ten temat. Często spotykaną praktyką tych portali jest tworzenie artykułu w stylu “komentarze internautów”, w których wyszukują Twitty, które najczęściej pasują pod tezę redakcji i publikują je na swoich łamach. Tak również było w tym przypadku, co prawda komentatorzy byli z różnych stron sceny politycznej jednak nie znalazły się wśród cytowanych wypowiedzi takie, które broniły by Lisa.

Kolejnym typem portali mówiącym o sprawie były strony plotkarskie (poza plejada.pl czy Fakt należącymi do RASP). Pomponik.pl czy pudelek.pl zajęły się tematem bo wszak Tomasz Lis jest niejako celebrytą, który pojawiał się na imprezach medialnych, jego związki były opisywane przez te portale i jest szeroko znaną osobistością. Oczywistym jest, że takie media bazują na sensacji i skandalu. Idealnie wpisuje się to w ich linię redakcyjną i tego chcą czytać odbiorcy dlatego nie dziwnym jest ich zainteresowanie tą sprawą.

Tematem zainteresowały się również media branżowe jak wirtualnemedia.pl, Stowarzyszenie Dziennikarzy RP czy press.pl. Co nie dziwi jeśli tak poważne oskarżenia padają pod adresem byłego redaktora naczelnego jednego z największych tygodników.

Najciekawszym jest zachowanie szeroko pojętych mediów liberalnych do których należy Newsweek i których dziennikarze znają się lub są przychylni wobec linii redakcyjnej prowadzonej przez Lisa. Na doniesienia Jadczaka zareagowały media skupione w Agorze np. w TokFM temat został poruszony tego samego dnia, wręcz od razu – tak że osoby zasiadające w studio (w tym Tomasz Lis) nie miały jeszcze czasu w pełni przeczytać artykułu. Informacje o sprawie pojawiały się też na portalu gazeta.pl czy wyborcza.pl. Oczywiście opinie na temat tego czy oskarżenia są prawdziwe mogą być różne ale media te przynajmniej poinformowały swoich czytelników o sprawie. 

Inaczej było z mediami, które należą do grupy Ringier Axel Springer Polska czyli wydawcy Newsweeka. Żadne z nich nie mówiło w żaden sposób o sprawie. Zarówno onet.pl, czyli medium informacyjne jak i Fakt czy plejada.pl, które przecież żyją z sensacji nie poruszyły tematu oskarżeń o mobbing. Zasadnym byłoby więc pytanie dlaczego? Czy dostali takie polecenie od wydawcy? Czy sami stwierdzili, że nie należy poruszać tego tematu żeby nie zaszkodzić wydawcy? W zasadzie wszystkie media w Polsce podjęły temat spoza już omówionych były to m.in. interia.pl, superexpress.pl, Polska The Times, polityka.pl czy Rzeczpospolita. To tym bardziej każe zadawać pytania dlaczego media skupione w grupie RASP nie odniosły się do tematu.

Opis tekstu Szymona Jadczaka o oskarżeniach wobec Tomasza Lisa

Szymon Jadczak: “Płakałam, miałam ataki paniki”. Ujawniamy zarzuty podwładnych wobec Tomasza Lisa. Dlaczego zwolniono naczelnego „Newsweeka”? wp.pl, 24.06.2022r. https://wiadomosci.wp.pl/plakalam-mialam-ataki-paniki-ujawniamy-zarzuty-podwladnych-wobec-tomasza-lisa-dlaczego-zwolniono-naczelnego-newsweeka-6783015358188512a 

Szymon Jadczak przypomina, że odejście Lisa z Newsweeka było szeroko komentowane w branży medialnej, między innymi Monika Olejnik na Facebooku napisała:

Ludzie utalentowani bywają trudni, ambitni, wymagający. Są perfekcyjni i oczekują tego od innych. (…) Jesteś ważną częścią demokracji. Nikt nie odbierze Ci tego, że jesteś i będziesz jednym z najważniejszych dziennikarzy. Życzę Ci, żebyś znalazł miejsce w mediach.

Szymon Jadczak w najnowszym artykule powołuje się na rozmowy z pracownikami Newsweeka, którzy mieli kontakt z Tomaszem Lisem, gdy był jeszcze redaktorem naczelnym magazynu. Dodatkowo dziennikarz dotarł również do maili, pism oraz wiadomości, wysyłanych przez pracowników, w których zgłaszali niewłaściwe zachowania redaktora naczelnego. Rozmówcy dziennikarza nie chcieli podawać nazwisk, gdyż mówili, że Tomasz Lis:

To jest człowiek mściwy”, „wciąż bardzo potężny”, „zdolny zaszkodzić każdemu, kto mu podpadnie. 

Dzień przed odejściem Tomasza Lisa z Newsweeka na kolegium redakcyjnym, naczelny zaczął obłapiać młodą dziennikarkę, ewidentnie naruszając jej strefę komfortu – twierdzą rozmówcy Jadczaka. Jak ustalił dziennikarz, pierwsze zgłoszenia o niewłaściwych zachowaniach Lisa wobec pracowników pochodzą z 2018 roku. Zgłoszono wtedy, że Tomasz Lis “miał kilkukrotnie publicznie wyśmiewać wygląd oraz ubiór jednego z dziennikarzy oraz czynić przy tym niestosowne porównania”. Następnie jedna z pracownic zgłosiła się do do Moniki Remiszewskiej, szefowej działu HR i poprosiła ją o znalezienie dla niej innego miejsca w firmie. Nie przyniosło to żadnych rezultatów. 

Zaskakujące pozostaje zachowanie działaczy, którzy mieli pomagać pracownikom: W lipcu 2020 r. Mariusz Kotowski, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w RASP, został poinformowany o szeregu negatywnych zachowań ze strony Tomasza Lisa wobec zespołu „Newsweeka”. Z posiadanych przez nas dowodów wynika, że Kotowski przekazał niepokojące informacje Jakubowi Kudle, szefowi działu prawnego RASP oraz szefowi komisji antymobbingowej w wydawnictwie. Kotowski umówił wstępnie spotkanie z Kudłą i pracownikiem zgłaszającym nieprawidłowości. Ale nigdy do niego nie doszło. RASP nie odpowiedział na pytanie, dlaczego tak się stało. Pracownica, która zgłaszała niewłaściwe zachowania Tomasza Lisa, panicznie się go bała. 

Doniesienia te potwierdza również były sekretarz redakcji Newsweeka Ryszard Holzer Złośliwości wobec mnie z czasem się nasilały, gdy zacząłem jasno dawać do zrozumienia, że nie podoba mi się sposób zarządzania gazetą oraz traktowania ludzi. To było mnóstwo drobnych rzeczy, które składały się w całość, nieprzyjemną atmosferę przesiąkniętą chamstwem. Parę razy zwracałem uwagę Tomaszowi Lisowi, że są to zachowania na pograniczu mobbingu. Nie reagował. Ostatecznie musiałem odejść do innej redakcji w ramach tego samego koncernu – mówi dziennikarzowi Holzer.

Szymon Jadczak poprosił również o komentarz byłego redaktora naczelnego Newsweeka, oto co odpowiedział na oskarżenia o mobbing:

Kategorycznie zaprzeczam. Żadne wyszydzanie wyglądu czy ubioru nie miało miejsca, bo – poza wszystkim – są to kwestie, które zupełnie mnie nie interesują. Równie kategorycznie zaprzeczam, by dochodziło do gnębienia, prześladowania czy zastraszania kogokolwiek. Nie jest prawdą, że „część pracowników informowała mnie, że była mobbingowana”. W październiku 2018 roku po serii maili z TVP Info do pracowników naszej firmy z pytaniem o moje ewentualne zachowania mobbingowe, sam zwróciłem się do firmy o wszczęcie w tej sprawie postępowania wyjaśniającego. Po czterech miesiącach poinformowano mnie, że komisja nie stwierdziła żadnych moich zachowań mobbingowych. […] Kategorycznie zaprzeczam. Nikogo nie poniżałem, do nikogo nie odnosiłem się pogardliwie. Jednym z elementów pracy naczelnego jest konstruktywna krytyka, a moje uwagi były podyktowane wyłącznie dobrem pisma i interesem czytelników. Krytyka nie była w żaden sposób związana z tym, czego dotyczył temat, a wynikała jedynie z jakości propozycji. PS. Z nikim nigdy nie rozmawiam, trzymając nogi na stole. Przez ostatnie dwa i pół roku kolegia prowadziłem, będąc w szpitalu albo w domu, więc leżałem na szpitalnym łóżku lub siedziałem na domowej kanapie.

Wiktor Nowak – absolwent prawa, szkoleniowiec z zakresu fake newsów, bańki informacyjnej, zagrożeń mediów społecznościowych; aktywista organizacji pozarządowych, koordynator projektów. W przeszłości Prezes Zarządu Stowarzyszenia Demagog, redaktor naczelny portalu demagog.org.pl i koordynator projektu Akademia Fact-Checkingu, szkoleń z wiarygodnych źródeł informacji dla nauczycieli i uczniów. Obecnie koordynator projektów edukacyjnych w Fundacji Centrum Solidarności m.in. Olimpiady Solidarności i Znani-Niezapomniani oraz ekspert ds. fake newsów i lider teamu publicystycznego w Instytucie Dyskursu i Dialogu.
Anna Piotrowska – obecnie studiuje kierunek Nowe Media na Mazowieckiej Uczelni Publicznej w Płocku. Jednak jak sama twierdzi studia magisterskie pragnie rozpocząć w Warszawie. Ania to ambitna wolontariuszka związana z Instytutem Dyskursu i Dialogu od sierpnia 2020 roku. Bardzo chętnie podejmuje się kolejnych wyzwań, które mają na celu szerzenie wzorowego dziennikarstwa i badanie rzetelności przekazów medialnych, czego przykładami są członkowstwo w Instytucie Dyskursu i Dialogu, Stowarzyszeniu Analityków Mediów Elektronicznych, a obecnie nowa funkcja, czyli redaktor portalu DobrzyDziennikarze.pl. Ania o portalu DobrzyDziennikarze.pl mówi -“To fenomenalny projekt, którego zadaniem jest nagłaśnianie wzorowych materiałów dziennikarskich oraz ich twórców. We współczesnym świecie nie zdajemy sobie sprawy, jak ważnym elementem naszej codzienności jest informacja, a sposób, w jaki zostanie ona przedstawiona, determinuje nasze postrzeganie rzeczywistości. Zajmiemy się więc poszukiwaniem i odnotowywaniem najlepszych przekazów medialnych, ponieważ pragniemy, by media miały przykład, jakie dziennikarstwo jest dziś wzorem”.
Przejęcie Twittera przez Elona Muska

Przejęcie Twittera przez Elona Muska

Przejęcie Twittera przez Elona Muska

25.04.2022 roku Bret Taylor (Niezależny Przewodniczący Rady Dyrektorów Twittera) poinformował, że zarząd Twittera zawarł umowę z Elonem Muskiem. Twitter stanie się prywatnym przedsiębiorstwem w tym samym momencie, w którym Szef Tesli i SpaceX zapłaci za serwis blisko 44 miliardy USD w gotówce (54,2 USD za akcję).

Aktualnie jednak pojawia się wiele wątpliwości, które mogą spowodować, że transakcja nie dojdzie do skutku – jeżeli tak się stanie, strona rozwiązująca umowę będzie zobowiązana do uiszczenia opłaty w wysokości 1 mld USD, a dodatkowo wobec strony może zostać wytoczone dodatkowe postępowanie sądowe w związku z odszkodowaniami.

Szczegółowe kalendarium sprawy zakupu Twittera przez Elona Muska dostępne tutaj: https://indid.pl/kalendarium-przejecia-twittera-przez-elona-muska/

Jak donosi Forbes, Musk dwa razy zajął już pierwsze miejsce w rankingu miliarderów, a jego majątek we wrześniu ubiegłego roku był wyceniany na 201 mld dolarów. Wtedy też przedsiębiorca posiadał między innymi 20 proc. udziałów i około 57 mln opcji na akcję w Tesli oraz 48 proc. udziałów w SpaceX. To właśnie z tych aktywów pochodzi największa część majątku przedsiębiorcy.

Pytania i obawy

Informacje o ofercie i zakupie Twittera przez Elona Muska zrodziła burzliwe dyskusje na temat intencji, planów i skutków działań miliardera. Wśród najważniejszych z nich, które nieustannie wybrzmiewają w dyskusjach, wymienić można kwestię wolności słowa (również tego, czym ta wolność słowa właściwie jest), kwestię bezstronności Twittera i niezależności sposobu działania platformy od poglądów Muska czy od potencjalnej presji finansowej Chin, aż wreszcie po kwestię możliwych zwolnień pracowników platformy.

Choć te początkowe obawy wciąż wybrzmiewają, to działania Muska zamiast jest rozwiewać, zdają się nieustannie podsycać niepewność i owocować kolejnymi wątpliwościami. W związku z tymczasowym wstrzymaniem umowy oraz oczekiwaniem na wnioski Muska, wyciągnięte na podstawie dostępu do poufnych danych pozwalających na (częściowy lub całościowy) wgląd w ilość spamu i botów na platformie oraz wiedzy na temat metodologii dotychczas stosowanych badań, przyszłość umowy zdaje się wisieć na cienkiej linie. A to wszystko wydaje się stać w sprzeczności z początkową deklaracją miliardera, że ten <pokona obecne na Twitterze boty, bądź umrze próbując>.

Nie ma pewności, że transakcja w ogóle dojdzie do skutku, a jeśli tak, to jak zostanie rozliczona, w jaki sposób będzie wyglądała kultura organizacyjna, czy wreszcie, na ile można polegać na Musku.

Tak jak jedni uważają, że intencje i plany Elona Muska na zarządzanie popularnym medium są kierowane troską o dobro i jakość debaty publicznej na Twitterze, tak inni zwracają uwagę na pogłoski na temat tego, jak zaciekle i skutecznie Musk uciszał nieprzychylne dla siebie głosy krytyków w przeszłości.

Komunikaty o rzekomych, niestosownych lub nieuczciwych działaniach szefa Tesli zaczęły zalewać Internet chwilę po tym, jak Parag Agrawal wyraził swoje przekonanie, że Elon Musk wniesie wielką wartość do zarządu Twittera i tylko się wzmogły w zaledwie kilka dni później, po dodaniu notatki na temat okoliczności, w jakich Elon Musk zrezygnował z zasiadania w zarządzie.

Osoby komentujące twitta zwracały szczególną uwagę na to, że Elon Musk rozmyślił się w dzień, w którym miały zostać ocenione jego poprzednie działania biznesowe. Istotne dla komentujących wydawało się być również podjęcie decyzji o odrzuceniu oferty w ostatniej możliwej chwili, mimo wcześniejszego zapewnienia o oczekiwaniu na wspólna pracę w zarządzie Twittera. Ogłoszenie złożenia oferty kupna platformy ledwie kilka dni po wycofaniu się z możliwości zasiadania w jej zarządzie, podsyciło frustrację oponentów działań podejmowanych przez Muska względem popularnego medium.

Ciężko także ignorować obawy i niepewność wywoływane trudnymi do przewidzenia działaniami Muska. Miliarder końcem marca złożył oświadczenie o nabyciu 9,1 proc. akcji, a początkiem maja okazało się, że nabyte przez przedsiębiorcę akcje są w rzeczywistości większe niż w oficjalnym piśmie. Co więcej, również data przekroczenia progu 5% była w rzeczywistości wcześniejsza niż zostało to zadeklarowane. – Na skutek tych działań, szef Tesli ma na swojej głowie już dwa pozwy.

W razie, gdyby doszło do zerwania umowy ze względu na potencjalnie błędne informacje na temat odsetka botów na platformie, z całą pewnością spraw by tylko przybyło. W związku z zawirowaniami, cena Twittera na giełdzie od 5 maja drastycznie spadła, a różnica między wynikami z kwietnia, a w wynikami z maja czy czerwca plasuje się w zakresie od kilku do kilkunastu USD.

Wśród publicystów komentujących kupno Twittera, króluje sceptycyzm.

Na łamach rp.pl 25.04.2022 pojawił się komentarz ekonomiczny Michała Płocińskiego w sprawie zakupu Twittera. Autor, na potrzeby swoistego eksperymentu myślowego przyjmuje tezę, że działania Elona Muska zmierzające do przejęcia platformy wynikają z troski o los debaty publicznej.

W jego artykule czytamy:

[Elon Musk] Ma więc rację, mamy problem. Prywatni cenzorzy nie mogą mieć tak przemożnego wpływu na wymianę myśli w demokratycznej debacie. Ale czy powrót do pełnej wolności we współczesnym internecie na pewno jest tym, czego potrzebujemy?

Autor zwraca uwagę, że tempo w jakim zachodzą zmiany cywilizacyjno-technologiczne, jest nie do pochwycenia przez aktualny system społeczny – a co za tym idzie, tym bardziej przez kilka prostych rozwiązań, o których pisze Musk.

Kwestię naprawy debaty publicznej trzeba w jego opinii traktować holistycznie. Na rozwiązanie czeka nie tylko cenzura, ale i brak krytycyzmu odbiorców, ich uzależnienie od bodźców informacyjnych czy przedmiotowe traktowanie użytkowników.

Potrzeba systemowych rozwiązań, rewolucji. (…) Jeśli Musk chce być uważany za wizjonera, niech zaproponuje godne tego miana rozwiązanie. Bo brak moderacji światowego forum w dobie walki z rosyjską dezinformacją to naprawdę pomysł godny Korwin-Mikkego. – gorzko komentuje Płociński.

Inną postawę przyjmuje Michał Rysiek Woźniak z oko.press. Zastanawiając się nad skutkami wykupienia Twittera, nie jest on skłonny przyjmować założenia o czystych intencjach szefa Tesli. Wręcz przeciwnie, szeroko analizuje i poddaje w wątpliwość wiarygodność słów i zamiarów miliardera.

Autor zwraca uwagę, że prasa wielokrotnie była bardzo przychylnie nastawiona do Muska, co, jak zakłada, pozwoliło mu się przyzwyczaić do postrzegania siebie i swoich działań w pozytywnym świetle. W tym przyzwyczajeniu Muska i subiektywności dziennikarzy dopatruje się niebezpieczeństwa.

(…)Gdy ktoś ma do dyspozycji tak ogromne zasoby, zawsze jest obawa, że wykorzysta je przeciwko swoim krytykom. Zwłaszcza jeśli robił to już w przeszłości. – pisze.

Woźniak ostro kontrastuje słowa Muska, w których ten nazywa siebie absolutystą wolności słowa, z historiami o tym, jak szef Tesli miał wielokrotnie uciszać swoich krytyków w przeszłości i bronić działań swoich followersów, którzy na Twitterze atakowali osoby sceptycznie lub negatywnie nastawione wobec działań miliardera. Przytacza także twitterowy wpis Muska, który stanowił odpowiedź na wpisy Noah Shachtmana, The Daily Beast i Erin Biby: Heloł, czy poznałaś już Internet? Każdy jest atakowany, niezależnie od płci, zwłaszcza, jeśli pisze fałszywe rzeczy.

Publicysta jako ważne motywy do przejęcia Twittera postrzega sposobność pozyskania dostępu do bazy danych Twittera (umożliwiających szeroką analitykę), dostęp do wiedzy o swoich obecnych i przeszłych krytykach (którą będzie mógł wykorzystać przeciwko nim), potencjalne ograniczenie możliwości wywierania presji na swoich oponentów, poprzez negatywne komentarze na ich temat publikowane przez fanów miliardera, gdyby tylko Twitter nie został przejęty i obawę Muska przed zablokowaniem jego konta (ze względu na wpisy na temat koronawirusa).

W opinii autora ciągłe powtarzanie Muska, że chodzi o wolność słowa, jest tak naprawdę niezgodą z obecną polityką moderacji Twittera. Dziennikarz zastanawiał się, czy miliarder nie będzie chciał przywrócić konta Donalda Trumpa na Twitterze <w ramach udowadniania swojego „absolutnego” podejścia do wolności słowa> – jak obecnie już wiemy, rzeczywiście Elon Musk uważa, że konto było prezydenta USA powinno zostać przywrócone.

Poza masą wątpliwości i krytyką nowego właściciela Twittera, Woźniak prezentuje jednak również uwagi Muska, które są w jego ocenie celne. Zgadza się, że Elon Musk dobrze diagnozuje problemy dużych platform, takie jak nieprzejrzystość algorytmów i arbitralność moderacji. Dodaje jednak, że przejęcie jednego medium nie stanowi rozwiązania problemu.

Publicysta przytacza słowa Jacka Dorsey’a, sprzed 2,5 roku, w których ten pisał, że scentralizowane rozwiązania nie radzą sobie z nowymi wyzwaniami i zwracał szczególną uwagę na centralnie wdrażaną globalną politykę przeciw nadużyciom i mylącym informacjom, która według niego nie mogą funkcjonować bez zbytniego obciążania osób, które ją wdrażają. Dziennikarz zgadza się także z innym wpisem Dorsey’a, w którym ten mówi o decentralizacji, jako o rozwiązaniu części problemów medium. Sam twierdzi, że największym problemem jest w ogóle fakt istnienia możliwości zakupu całej przestrzeni debaty publicznej, i aby unaocznić zagrożenia, pisze Niewiele się to różni od prywatyzacji przestrzeni publicznej. W centrum handlowym nie mamy przecież prawa do protestu.

Ciekawym wątkiem w artykule (którego nie dostrzegam w innych tekstach polskich publicystów) jest zwrócenie uwagi czytelników, że istnieje już medium, które pokonało problemy, jakie identyfikuje Dorsey. Jak mówi Woźniak, takim medium jest Fediverse, która od momentu zakupu Twittera przez Muska notuje spore wzrosty ilości użytkowników. Platforma, zgodnie z oceną dziennikarza, jest zdecentralizowana siecią społecznościową, która nie ma w sobie algorytmów zamykających odbiorcę w bańce informacyjnej. Jak wynika ze słów Woźniaka, jej oprogramowanie jest otwartoźródłowe, protokół otwarty a moderacja nie jest zależna od twórców czy zarządu, lecz od osób i społeczności.

Autor przyjmuje, że Fediverse mogła zrobić to, do czego dąży Twitter dzięki temu, że nie posiada jednej, spójnej polityki moderacji dla całego świata, nie jest scentralizowana i nie może zostać kupiona. Musk czy Dorsey piszą o planach zmian, ale w świetle przedstawionych przez Michała Ryśka Woźniaka argumentów, jest to niemal niemożliwe przy obecnych założeniach i postawach. Szczególnie, że BlueSky (projekt Twittera, który ma funkcjonować jako zdecentralizowany protokół mediów społecznościowych) nadal nie ma żadnych konkretów – czytamy.

Na szybkie zmiany decyzji Elona Muska oraz brak konkretnej wizji dla siebie, platformy i jej pracowników zwraca za to uwagę Elżbieta Rutkowska na łamach Dziennika Gazety Prawnej w tekście Twitter pyta o Chiny, przyszłość i wolność.

Wtedy właściciel Tesli – z kapitalizacją 1 bln dol. – i wycenianego na 100 mld SpaceX, deklarował, że nie zwiększy swojego udziału ponad 14,9 proc. Szybko jednak zmienił zdanie i już w połowie kwietnia złożył ofertę przejęcia całej firmy za 43 mld dol.

Rutkowska pisze: Początkowo rada dyrektorów Twittera była sceptyczna. Jak podają media amerykańskie, nie otrzymała jednak żadnej konkurencyjnej propozycji. Co więcej, według informacji Reutersa, w razie gdyby Twitter zignorował Muska, niektórzy obecni inwestorzy spółki zagrozili, że przyłączą się do niego.

Wydaje się więc, że Twitter nie miał zbyt dużego pola manewru w sprawie negocjacji, ponieważ zarządcy bali się rozczarowujących wyników, na które, jak czytamy, uwagę już w niedzielę 24 kwietnia zwracał Dan Ives z firmy inwestycyjnej Wedbush. Później mówił on o spowolnieniu rynku reklamowego, które zaszkodzi Twitterowi w kolejnym kwartale.

Ponadto, dziennikarka przytacza wiele opinii analityków i publicystów, którzy piszą o spadku wartości Twittera i jego problemach finansowych, które z pewnością miały wpływ na decyzję o sprzedaży. Wszystko wskazuje na to, że konieczność poradzenia sobie z nimi będzie stanowiła wyzwanie dla osób, które będą odpowiedzialne za dalsze działanie sieci społecznościowej, a póki co:

Brak też informacji na temat celów dla nowego zarządu, jego składu i szefa. A pracownicy Twittera niepokoją się, czy w firmie nie będzie zwolnień. Jej obecny prezes Parag Agrawal w poniedziałek [25 kwietnia] powiedział pracownikom – jak relacjonuje Reuters – że przyszłość firmy po zamknięciu transakcji z miliarderem „jest niepewna”.

Nie umykają jej uwadze także obawy względem wpływu Chin na Twittera, które prócz użytkowników platformy, wyraził nawet Jeff Bezos. Zauważa jednak, że ministerstwo spraw zagranicznych Chin oświadczyło, że nie ma do nich podstaw.

Jak będzie wyglądała przyszłość Twittera

Obraz platformy po prywatyzacji, jaki kreuje się w obliczu sposobu wprowadzania zmian zapowiedzianych przez przyszłego właściciela wydaje się dosyć pesymistyczny. Twitter od dawna nie przynosił zysków, a wyniki realizacji celów jakie do tej pory przyjmował zarząd, ciężko nazwać dobrymi – i to pomimo posiadania w przestrzeni platformy ogromnej ilości użytkowników.

Trudno mi uwierzyć, aby dążąc do wolności słowa, która zakłada przyzwolenie na zasypywanie innych masą negatywnych, a nawet wulgarnych określeń, Elon Musk mógł sprawić, że platforma nagle zacznie przyciągać nowych użytkowników i stanie się prawdziwym miejscem swobodnej, jakościowej, społecznej dyskusji. Jego reakcje wskazują, że nie jest jak na razie gotowy by zapewnić swobodę, równocześnie dbając o poszanowanie godności wszystkich użytkowników. 

Nie wydaje się także realne oczekiwać pełnej przejrzystości w działaniach i celach platformy, po tym w jaki sposób Musk prowadził działania zmierzające do jej wykupu.

Jestem przekonana, że od stycznia, gdy miliarder zaczął nabywać akcje spółki, do początku marca, gdy to przekroczył próg 5% zdążył przygotować skrupulatną strategię dalszych działań zmierzających do przejęcia. Wszystko składa się w jedną, spójną całość – sprzedaż akcji Tesli, które zapewniły mu środki umożliwiające sfinansowanie prawie połowy kosztów, za późno złożone dokumenty do SEC, sądy mające dać jego fanom wrażenie, że mieli realny wpływ na decyzję i kształtowanie się sytuacji – a Muskowi możliwości odczucia tej społecznej aprobaty.

I choć braku skuteczności nie można mu zarzucić, a już tym bardziej inteligencji – szedł z wyraźnie zarysowanym celem i go osiągnął – to ciężko oczekiwać, że ludzie zaufają medium społecznemu, które znajdzie się w jego rękach. Nie po zamieszaniu i niepewnościach jakie wywołał. Nie oczekiwałabym tabunów nowych użytkowników.

Ale życie bywa przewrotne, a Elon Musk już na pewno. Do czasu faktycznego przejęcia sterów nad Twitterem przez Muska (o ile rzeczywiście do niego dojdzie), wyraźną linią znaczy się jedynie niepewność.

Angelika Olearczyk – ukończyła licencjat z socjologii ekonomicznej na UWr, obecnie studiuje zarządzanie, oraz kończy studia podymplomowe z E-marketingu w biznesie. Członkini Teatru Ej!Aj!, w którym udziela się aktorsko oraz zajmuje się promocją wydarzeń, w tym mikrograntowego cyklu warsztatów Pryvit! // Привіт! na wrocławskiej Wielkiej Wyspie. Angelika jest nastawioną na ludzi i na rozwój pasjonatką jazdy na rowerze, podróży oraz teatru. W pisaniu najważniejsze jest dla niej poszukiwanie oraz dociekliwość. Cieszy ją, że życie jest pełne wyzwań, bo dzięki nim wciąż może uczyć się czegoś nowego.
Kalendarium przejęcia Twittera przez Elona Muska

Kalendarium przejęcia Twittera przez Elona Muska

24 marca Musk zapytał społeczność czy algorytm Twittera powinien być ogólnie dostępny i 82.7% respondentów zagłosowało, że tak (całkowita ilość biorących udział w ankiecie przekroczyła milion).

25 marca, czyli na następny dzień, Musk przeprowadził podobną sondę, tym razem z pytaniem:

Wolność słowa jest niezbędna do funkcjonowania demokracji. Czy uważasz, że Twitter rygorystycznie przestrzega tej zasady?

a następnie dodał:

Konsekwencje tej ankiety będą bardzo ważne. Prosimy o uważne głosowanie. –  W odpowiedzi oddano 70.4% głosów na opcję „NIE” (całkowita ilość głosujących przekroczyła 2 miliony).

26 marca przedsiębiorca zadał pytanie: czy potrzebna jest nowa platforma?, chwilę później dodając post nawiązujący do wyników przeprowadzonej 25 marca sondy i napisał:

Biorąc pod uwagę, że Twitter jest de facto publicznym rynkiem miejskim, nieprzestrzeganie zasad wolności słowa fundamentalnie podważa demokrację. Co należy zrobić?.

27 marca na jego tablicy pojawił się tweet, w którym miliarder poinformował, że poważnie rozważa zbudowanie nowej platformy mediów społecznościowych.

1 kwietnia Twitter na swoim profilu upublicznił wpis: pracujemy nad przyciskiem edycji.

4 kwietnia Elon Musk złożył formularz do Securities and Exchange Commission w skrócie SEC (Komisja Papierów Wartościowych i Giełd), w którym ujawnił zakup pakietu 9,2 proc. akcji Twittera, o wartości ok. 2,89 mld USD. W konsekwencji transakcji multimiliarder stał się największym udziałowcem Twittera. Jak podaje serwis „Money.pl” na te wieści błyskawicznie zareagowała giełda i akcje spółki wystrzeliły na otwarciu o 28 proc.

5 kwietnia Musk zapytał użytkowników portalu: Czy chcecie mieć przycisk edycji? Tym razem ilość respondentów przekroczyła liczbę 2,2 miliona. 74 proc. zagłosowało na „tak”, a 26 proc. na „nie”. Parag Agrawal, CEO Twittera udostępnił na swoim profilu pytanie Muska i dodał: Konsekwencje tej ankiety będą ważne. Proszę głosować z rozwagą., a w kolejnych tweetach ogłosił nominację Elona Muska do zarządu i w imieniu spółki wyraził przekonanie, że jego wkład będzie wartościowy i umocni spółkę oraz jej zarząd. Musk odpowiedział na jednego z tweetów, zapewniając, że nie może doczekać się wspólnej pracy z Paragiem i zarządem Twittera.

W tym samym dniu „Twitter Comms” odniósł się do wpisu „Twittera” z 1 kwietnia, i nie tylko potwierdził, że wpis nie był żartem, ale również poinformował, że prace nad przyciskiem trwają już od zeszłego roku, a pomysł nie został zaczerpnięty z ankiety stworzonej przez szefa SpaceX.

9 kwietnia Musk opublikował wykaz 10 kont na Twitterze o największej ilości obserwujących, stworzony przez „World of Statistic” i opatrzył go komentarzem: Większość z tych „topowych” kont tweetuje rzadko i zamieszcza bardzo mało treści. Czy Twitter umiera?

11 kwietnia Parag obwieścił, że Elon zdecydował się nie dołączyć do zarządu. W krótkiej notce objaśnił sytuację pisząc między innymi, że: 

Uważaliśmy też, że najlepszym rozwiązaniem jest powierzenie Elonowi funkcji powiernika firmy, który – podobnie jak wszyscy członkowie zarządu – musi działać w najlepszym interesie firmy i wszystkich naszych udziałowców.>

oraz 

We wtorek ogłosiliśmy, że Elon zostanie powołany do Zarządu pod warunkiem sprawdzenia jego przeszłości i uzyskania formalnej akceptacji. Nominacja Elona do zarządu miała oficjalnie wejść w życie 4/9, ale tego samego ranka Elon poinformował, że nie dołączy już do zarządu.

12 kwietnia Marc Bain Rasella pozywa Elona Muska za niezastosowanie się do regulacji SEC. Zgodnie z wymogami tej instytucji, inwestorzy mają obowiązek dokonać zgłoszenia po przekroczeniu progu 5 proc. akcji w terminie 10 dni od zakupu. W pozwie czytamy, że Musk rozpoczął skupowanie akcji w styczniu 2022 r. i do dnia 14 marca zgromadził ponad 5 proc. akcji spółki. W związku z tym, termin złożenia dokumentu do organów nadzorczych i poinformowania opinii publicznej upłynął 24 marca, a szef Tesli go nie dotrzymał. Dokumenty zostały złożone dopiero 4 kwietnia, gdy przedsiębiorca stał się posiadaczem 9,1% akcji. Rassela wskazuje, że na skutek niedotrzymania terminów przez Muska, giełda zareagowała później i inwestorzy, którzy sprzedali swoje akcje między 24 marca a 1 kwietnia mocno stracili, Musk natomiast zyskał, gdyż wartość spółki i poszczególnych akcji nie mogła w tamtym okresie odpowiednio wzrosnąć.

14 kwietnia Elon publikuje trzy tweety: w pierwszym informuje, że dołoży wszelkich starań by utrzymać w sprywatyzowanym Twitterze tylu udziałowców, na ile pozwala prawo; w drugim zamieszcza ofertę kupna całej spółki, jaką 13 kwietnia przedłożył zarządowi Twittera; w trzecim stworzył sondę w której 83.5% respondentów zagłosowało za tym, by sprywatyzowanie Twittera za cenę 54,20 USD za akcję powinno być decyzją akcjonariuszy, nie zarządu (w ankiecie wzięły udział blisko 3 miliony użytkowników serwisu).

15 kwietnia Musk udostępnia fragment analizy raportu z wyników Twittera za czwarty kwartał 2021 roku, stworzony przez bank inwestycyjny „Goldman Sachs” z 10 lutego 2022 roku i jako komentarz wstawia emotikon wyrażający zamyślenie/zastanowienie. W analizie czytamy, że choć zarząd Twittera wyraził optymizm w kwestii zdolności do zwiększenia liczby użytkowników do 2023 roku w szybszym tempie niż w poprzednich okresach, to wyniki wskazują, że póki co nie udało się tej liczby podnieść. W zamieszczonym fragmencie znajduje się również uwaga autorów, że Twitter pozostaje w trybie inwestycyjnym, co jest wbrew celom ukierunkowanym między innymi na wzrost liczby użytkowników, innowacje produktowe czy dywersyfikację reklam.

Również 15 kwietnia Twitter wprowadza zmiany w statucie firmy mające uchronić spółkę przed wrogim przejęciem, tak zwaną „Trującą pigułkę”. Rzeczpospolita tłumaczy proces i cytuje spółkę w słowach

Zgodnie z nową regułą, jeśli jakakolwiek osoba lub grupa nabędzie co najmniej 15 proc. akcji zwykłych Twittera bez zgody zarządu zapłaci wszystkim akcjonariuszom odpowiednią premię za kontrolę. Prawo ma wygasnąć 14 kwietnia 2023 roku. (…) Zmiana w statucie „zmniejszy prawdopodobieństwo, że jakikolwiek podmiot, osoba lub grupa uzyska kontrolę nad Twitterem w drodze akumulacji akcji bez wypłacenia wszystkim akcjonariuszom odpowiedniej premii za kontrolę lub bez zapewnienia zarządowi wystarczającego czasu na dokonanie świadomej oceny i podjęcie działań leżących w najlepszym interesie akcjonariuszy”.

25 kwietnia Bret Taylor oznajmił, że Zarząd Twittera zawarł z Elonem Muskiem umowę sprzedaży spółki. Parag Agrawal udostępnił twitta i dodał: Twitter ma cel i znaczenie, które wpływają na cały świat. Wspomniał także, że jest dumny z pracy zespołów spółki.

W tym dniu Twitter prowadził konferencję audio, w której członkowie zarządu m. in. tłumaczyli sposób podjęcia decyzji o podpisaniu umowy sprzedaży, ale również zapewnili, że choć ciężko przewidzieć, ile potrwa finalizacja zakupu, Twitter aż do jej zakończenia będzie działał według swoich głównych zasad w standardowym trybie, a propozycje pozytywnych zmian wciąż będą dyskutowane. CEO Twittera zapewnił także, że jednym z celi jakie zarząd ma przed sobą, jest wyszukanie sposobu, by jak najszybciej to możliwe, Elon Musk porozmawiał z pracownikami Twittera.

Musk na swojej tablicy zamieścił wpis: Mam nadzieję, że nawet moi najwięksi krytycy pozostaną na Twitterze, bo to właśnie oznacza wolność słowa. W drugim twittcie umieścił screen z zacytowanymi swoimi wypowiedziami: Wolność słowa jest fundamentem funkcjonującej demokracji, a Twitter jest cyfrowym rynkiem, na którym dyskutuje się o sprawach istotnych dla przyszłości ludzkości oraz

Chcę także uczynić Twittera lepszym niż kiedykolwiek wcześniej poprzez wzbogacenie produktu o nowe funkcje, uczynienie algorytmów otwartym źródłem w celu zwiększenia zaufania, pokonanie botów spamujących i uwierzytelnienie wszystkich ludzi. Twitter ma ogromny potencjał – nie mogę się doczekać współpracy z firmą i społecznością użytkowników, aby go uwolnić.

26 kwietnia Musk pisze, że skrajna reakcja osób obawiających się wolności słowa mówi sama za siebie, a następnie w komentarzach dodaje:

Mówiąc „wolność słowa”, mam na myśli po prostu to, co jest zgodne z prawem. Jestem przeciwny cenzurze, która wykracza daleko poza prawo. Jeśli ludzie chcą mniejszej wolności słowa, zwrócą się do rządu o uchwalenie odpowiednich ustaw. Dlatego wykraczanie poza prawo jest sprzeczne z wolą ludzi.

27 kwietnia Parag podzielił się wpisem Mike’a Masnick, w którym mężczyzna pisze, że

(…) mimo wszystkich rozmów o „wolności słowa”, zespół prawny @twittera jest w rzeczywistości jednym z NAJBARDZIEJ zaciekłych w walce w sądzie o ochronę praw do wolności słowa swoich użytkowników, w tym ich prawa do anonimowości.,

 krótko wyrażając swoją zgodę z tym stwierdzeniem.

W tym samym dniu Leslie Berland napisała między innymi: Przejrzystość i otwartość to podstawa tego, kim jesteśmy i zamierzam nadal udostępniać platformę do pytań i informacji zwrotnych od pracowników. To wszystko, wracam do pracy ✌️

Elon Musk natomiast podzielił się rankingiem najczęściej pobieranych aplikacji z Apple Store, z którego wynika, że Truth Social pobiło Twittera i TikToka. Później w komentarzu dodał kolejno: Serwis Truth Social (okropna nazwa) istnieje, ponieważ Twitter cenzurował wolność słowa i Zamiast tego powinna się nazywać Trumpet!. Następnie udostępnił grafikę dotyczącą lewicowej tendencyjności Twittera i dodał nowego twitta w którym napisał: Aby Twitter zasługiwał na zaufanie społeczne, musi być neutralny politycznie, co w praktyce oznacza denerwowanie zarówno skrajnej prawicy, jak i skrajnej lewicy.

28 kwietnia Agrawal udostępnia tweeta w którym Shaila Dang pisze

Jak na razie Twitter nadal organizuje prezentację NewFront dla reklamodawców w przyszłym tygodniu w Nowym Jorku. Dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, że ~everything Elon~ i @jack mówią, że Twitter jest wstrzymywany przez model reklamowy.

Musk publikuje wpis: Wiadomości DM na Twitterze powinny być szyfrowane od początku do końca, tak jak Signal, aby nikt nie mógł ich szpiegować ani hakować.

4 maja na twitterowej stronie Muska czytamy: Twitter zawsze będzie darmowy dla zwykłych użytkowników, ale może być nieco droższy dla użytkowników komercyjnych/rządowych.

6 maja Musk zamieszcza twitta z linkiem do artykułu Colina Lodewick’a w Fortune pod tytułem: Job interest in Twitter skyrocketed more than 250% since Elon Musk moved to take over. But current employees are nervous.

W artykule autor napisał, że obecni pracownicy Twittera obawiają się, że kultura organizacji i kierunek działań firmy zmieni się drastycznie, jeśli Elon Musk sfinalizuje umowę i zostanie CEO przedsiębiorstwa. Powołuje się także na oświadczenie SEC Twitera, w którym firma informuje:

Ogłoszenie i trwanie naszej umowy o przejęciu przez podmioty powiązane z Elonem Muskiem może mieć negatywny wpływ na nasze wyniki biznesowe, a niedojście do skutku fuzji może mieć istotny i negatywny wpływ na naszą działalność, wyniki operacyjne, kondycję finansową, przepływy pieniężne i cenę akcji,

a następnie przedstawił przejęcie jako potencjalne zagrożenie dla możliwości kadrowych firmy.

Z drugiej strony dziennikarz zwraca jednak uwagę, że zgodnie z informacją zamieszczoną przez Daniela Zhao (ekonomisty i badacza danych w Glassdoor) zainteresowanie ofertami pracy w Twitterze (mierzone na podstawie ilości kliknięć na oferty pracy) wzrosło o 263% w okresie od 24 do 30 kwietnia.

Musk opatrzył link podpisem:

Jeśli przejęcie Twittera dojdzie do skutku, firma będzie skupiać się na inżynierii oprogramowania, projektowaniu, bezpieczeństwie informacji i sprzęcie serwerowym.

Po czym dodał w tym samym wątku:

Mocno wierzę, że wszyscy menedżerowie w obszarach technicznych muszą być technicznie doskonali. Menedżerowie w oprogramowaniu muszą pisać świetne oprogramowanie, inaczej to jak bycie kapitanem kawalerii, który nie umie jeździć konno!

7 maja Musk dodaje kolejny wpis do wątku z 6 maja:

Również oczekiwania dotyczące etyki pracy byłyby ekstremalne, ale znacznie mniejsze niż wymagam od siebie.

10 maja Elon Musk wyraża swoją opinię, że: zespół Tesli w Chinach jest wspaniały. W innym wątku, jako odpowiedź na twitta Benny’ego Johnson’a z fragmentem wywiadu, jaki ten przeprowadził z Muskiem i podpisem: @ElonMusk Powiedział, że cofnąłby zawieszenie Trumpa na Twitterze i nazwał zakaz „moralnie złym” i „po prostu głupim”, Musk zwraca uwagę, że ważne jest, aby wysłuchać pełnego wyjaśnienia.

12 maja Kayvon Beykpour informuje na platformie, że rezygnuje z pracy w Twitterze

Także 12 maja Elon Musk wstawia komentarz: Niepokojące… , nawiązując w ten sposób do fragmentu nagrania, zamieszczonego na platformie przez @mazemoore w którym Nina Jankowicz mówi o tym, że kwalifikuje się do grona osób mogących edytować treści na Twitterze dodając do nich informacje o kontekście sytuacyjnym. Ma taką możliwość, ponieważ jej konto jest zweryfikowane i jest godna zaufania, choć w jej opinii są osoby, które są zweryfikowane jako prawdziwi użytkownicy (nie boty), więc mają możliwość edycji Twittera w podobny sposób jak można edytować Wikipedię, a jednak nie powinni mieć w jej opinii takiej możliwości, gdyż nie są godne zaufania. Jako przykład podaje, że jeśli Prezydent Donald Trump opublikowałby na Twitterze wpis na temat oszustw w trakcie głosowania, ktoś mógłby dodać informacje z jednego z 60 pozwów, jakie dotarły do sądu.

Ten sam fragment nagrania zostaje wstawiony przez Scotta Admasa, który komentuje go następująco:

Oryginalny tweet pozostaje taki, jaki jest. Edycja” polega na dodaniu kontekstu. Dzięki części Blue Check wszystko jest w miarę cywilizowane, ponieważ znasz nasze prawdziwe tożsamości. Podoba mi się to. Warto spróbować. Jeśli nie zadziała, zmień kurs. @elonmusk.

Musk odpowiada: Uważam jednak, że twitter powinien uwierzytelniać wszystkich prawdziwych użytkowników i traktować ich odpowiedzi priorytetowo w stosunku do nieuwierzytelnionych użytkowników.

13 maja Elon Musk zamieszcza link do tekstu Reuters z 3 maja “Twitter estimates spam, fake accounts comprise less than 5% of users -filing”, którego autorką jest Sheila Dang, i opatruje go komentarzem:

Umowa z Twitterem tymczasowo wstrzymana w oczekiwaniu na szczegóły potwierdzające, że spam/fałszywe konta rzeczywiście stanowią mniej niż 5% użytkowników.

W treści materiału Reuters można przeczytać:

Twitter Inc (TWTR.N) oszacował w poniedziałek w swoim raporcie, że fałszywe konta lub spam stanowiły mniej niż 5% dziennych aktywnych użytkowników w pierwszym kwartale.

oraz

Ujawnienie informacji nastąpiło kilka dni po tym, jak dyrektor generalny Tesla Inc (TSLA.O) Elon Musk, który podpisał umowę kupna Twittera za 44 miliardy dolarów, zatweetował, że jednym z jego priorytetów będzie usunięcie „spamu botów” z platformy.,

a także:

W swoim oświadczeniu Twitter stwierdził, że do czasu zamknięcia transakcji z Muskiem stoi w obliczu kilku zagrożeń, takich jak to, czy reklamodawcy będą nadal wydawać pieniądze na Twitterze oraz „potencjalna niepewność dotycząca naszych przyszłych planów i strategii”.

Po rozwinięciu wątku widać wpis Muska, w którym ten deklaruje, że wciąż dąży do przejęcia Twittera.

14 maja Musk kontynuuje dyskusję w otwartym 13 maja wątku. Informuje, że aby się przekonać co do poprawności oficjalnych danych opublikowanych przez platformę, jego zespół przeprowadzi próbę na setce losowo wybranych followersów Twittera. Zachęca również innych użytkowników do podobnych działań.

W nawiązaniu do wpisu Muska, @fintwit_news pyta, czy ten nie pomyślał o tym, zanim dokonał zakupu. Elon Musk w odpowiedzi napisał, że polegał na dokładności publicznych raportów Twittera.

Parnay Pathole prosi natomiast o wyjaśnienie w jaki sposób użytkownicy powinni wykonać proces badania, aby pomóc mu w ustaleniu rzeczywistego odsetka nieuczciwych kont.

Musk odpowiada:

Każdy rozsądny proces losowego próbkowania jest w porządku. Jeśli wiele osób niezależnie uzyska podobne wyniki dla % fałszywych/spamowych/duplikowanych kont, będzie to wymowne. Wybrałem 100 jako wielkość próbki, ponieważ właśnie tyle Twitter używa do obliczenia 5% fake/spam/duplikatów.

15 maja Elon Musk w wątku z 13 maja informuje, że: Dział prawny Twittera właśnie zadzwonił, aby złożyć skargę, że naruszyłem ich NDA, ujawniając, że wielkość próby kontrolnej botów wynosi 100! To się naprawdę wydarzyło.

Również 15 maja miliarder dodaje twitta, w którym podaje sposób jak zmienić sposób w jaki algorytm wyświetla posty i informuje, że algorytm manipuluje użytkownikami w taki sposób, że Ci nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

Następnie, kontynuując wątek tłumaczy:

Nie sugeruję złej woli algorytmu, ale raczej to, że stara się on odgadnąć, co użytkownik chce przeczytać, i w ten sposób nieumyślnie manipuluje/ wzmacnia jego poglądy, a użytkownik nie zdaje sobie z tego sprawy.

Wstawia także jego rozwinięcie początkowo poruszonej kwestii, w którym czytamy: Nie mówiąc już o potencjalnych błędach w kodzie. Otwarte oprogramowanie jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o zaufanie i skuteczność.

16 maja Parag Agrawal opublikował wpis z długim wątkiem traktującym głównie o tym, jak mierzone jest rozpowszechnienie kont spamowych na Twitterze.
Wpis udostępnia na swoim profilu również Yoel Roth (szef ds. bezpieczeństwa i uczciwości w firmie Twitter).

Pod tym ogólnym opisem kryje się mnóstwo szczegółów, które są bardzo ważne. Tydzień temu podzieliliśmy się z Elonem przeglądem procesu szacowania i z niecierpliwością czekamy na dalszą rozmowę z nim i z Wami wszystkimi.

CEO Twittera poruszył kwestię oszacowania liczby botów zewnętrznie, nie w obrębie firmy

Niestety, nie sądzimy, aby to konkretne oszacowanie było możliwe do przeprowadzenia na zewnątrz, ze względu na krytyczną potrzebę wykorzystania zarówno informacji publicznych, jak i prywatnych (których nie możemy udostępniać). Zewnętrznie nie jest nawet możliwe sprawdzenie, które konta są liczone jako mDAU w danym dniu.

Wątek skomentował Elon Musk, wstawiając w odpowiedzi emotikon przedstawiający kupę.

Miliarder zapytał również: Skąd więc reklamodawcy mają wiedzieć, co dostają za swoje pieniądze? Jest to kwestia o fundamentalnym znaczeniu dla kondycji finansowej Twittera.

Także 16 maja Musk wystąpił na konferencji technologicznej zorganizowanej przez podcast All In. Poczas konferencji powiedział, że porozumienie dotyczące zakupu Twittera po niższej cenie: nie jest wykluczone. W trakcie konferencji dał wyraz swoim przekonaniom, że 20% użytkowników na platformie to fałszywe konta lub spam.

17 maja Ilya Brown informuje o rezygnacji z pracy w Twitterze. Dodaje, że powodem nie jest Elon Musk ani niepewność panująca w firmie.

W tym samym dniu, jak podaje Bloomberg.com:

Rada nadzorcza Twitter Inc. jednogłośnie zarekomendowała akcjonariuszom zatwierdzenie oferty Elona Muska, który chce przejąć prywatną firmę medialną za 44 miliardy dolarów, na osiem dni przed planowanym głosowaniem.

Również 17 maja Elon Musk tworzy poniższy sondaż na swoim profilu i pyta: Twitter twierdzi, że >95% codziennie aktywnych użytkowników to prawdziwi, niepowtarzalni ludzie. Czy ktoś ma takie doświadczenie?

18 maja Yoel Roth zamieszcza wpis na Twitterowym blogu na temat botów i manipulacji na Twitterze zatytułowany „Bot or not? The facts about platform manipulation on Twitter”.

Wskazuje w nim, że nierzadko mylnie zakłada się, że botami są konta których właściciele chcą pozostać anonimowi ze względów bezpieczeństwa lub obawy przed utratą prywatności, konta, których nazwy są wygenerowane automatycznie, po tym jak właściciel wybrał sugerowaną nazwę w trakcie tworzenia konta. Zwraca także uwagę, że istnieje wiele komercyjnych serwisów, które w teorii oferują wgląd w boty i ich aktywność m.in. na Twitterze, jednak przeprowadzone przez nie badania rzadko wytrzymują krytykę. 

Roth podaje także definicje bota: Podsumowując, bot to konto automatyczne – nic więcej ani mniej. oraz informuje na czym koncentrują się działania Twittera, których celem jest zwalczanie botów i manipulacji.

Nasze proaktywne działania koncentrują się na wielu formach manipulacji, w tym na złośliwym wykorzystaniu automatyzacji. Jak już wspomnieliśmy, nasze zasady w tym obszarze koncentrują się na zachowaniu, a nie na treści, i są sformułowane w taki sposób, aby skupiały się na taktykach spamerskich, które różne osoby lub grupy mogą stosować w celu manipulowania rozmowami na Twitterze (a nie na tym, co konkretnie mówią).

Autor wpisu wyszczególnia także to, co jest zabronione na platformie, a są to:

  • Złośliwe wykorzystywanie automatyzacji do podważania i zakłócania konwersacji publicznej, np. próby wprowadzenia czegoś do trendów
  • Sztuczne wzmacnianie konwersacji na Twitterze, w tym poprzez tworzenie wielu lub pokrywających się kont
  • Generowanie, nakłanianie lub kupowanie fałszywych zaangażowań
  • masowe lub agresywne tweetowanie, angażowanie się lub śledzenie
  • Używanie hashtagów w sposób spamerski, w tym używanie niepowiązanych hashtagów w jednym tweecie (tzw. „hashtag cramming”).

W artykule znajduje się link do publikowanego co 6 miesięcy Raportu o przejrzystości Twittera.

19 maja Yoel Roth publikuje na blogu firmowym Twittera informacje na temat swojej polityki wobec dezinformacji w czasie kryzysu. Będzie ona stosowana globalnie i ma zapewnić gwarancję nierozpowszechniana i niepolecania na Twiterze dezinformacji w sytuacjach kryzysowych. We wpisie czytamy:

W okresach kryzysu – takich jak sytuacje konfliktu zbrojnego, zagrożenia zdrowia publicznego czy katastrofy naturalne na dużą skalę – dostęp do wiarygodnych, autorytatywnych informacji i zasobów jest jeszcze bardziej krytyczny.

Na potrzeby tej polityki definiujemy kryzysy jako sytuacje, w których występuje powszechne zagrożenie życia, bezpieczeństwa fizycznego, zdrowia lub podstawowych potrzeb życiowych. Definicja ta jest zgodna z definicją kryzysu humanitarnego przyjętą przez Organizację Narodów Zjednoczonych oraz z innymi ocenami sytuacji humanitarnych. – czytamy.

Weryfikacja odbywa się na podstawie dowodów napływających z wielu wiarygodnych i publicznie dostępnych źródeł. Jeżeli weryfikacja wykaże dezinformację, Twitter nie będzie wzmacniał ani polecać treści, a przy próbie wyświetlenia twitta przez użytkownika, pojawi się ostrzeżenie, że wpis szerzy fałszywe lub wprowadzające w błąd informacje, ale pozostaje dostępny, aby zachować możliwość oceny i rozliczenia podjętych przez udostępniającego działań. Dopiero po jego odtworzeniu, możliwe jest odczytanie wpisu pogwałcającego zasady Twittera. Wyłączenie możliwości działań w obrębie konkretnych tweetów będzie sosowane jedynie w poważnych przypadkach.

Dowiadujemy się, że w przyszłości wprowadzane będą również inne zasady dotyczące innych, niezdefiniowanych do tej pory w obecnej polityce kryzysów.

19 maja Musk publikuje poniższą grafikę. 

20 maja Elon Musk publikuje trzy twitty.

W jednym zapisuje, że ataki wymierzone w jego stronę powinny być postrzegane przez pryzmat polityki. Dodaje również, że nie da się zastraszyć podłym atakom i będzie walczył za dobra przyszłość i prawo użytkowników do swobody wypowiedzi

W innym zwraca uwagę, że tak naprawdę poświęca mniej niż 5% swojego czasu na sprawę przejęcie Twittera. Za to o Tesli myśli 24 godziny na dobę.

Trzecia publikacja w tym dniu, to materiał z wywiadem Elona Muska z @theallinpod, w którym dyskutowana jest między innymi kwestia botów na Twitterze. Opisuje go jako warty obejrzenia, a datę 16 maja jako istotną.

25 maja na Twitterowym blogu pojawia się wpis Damien’a Kieran, na temat bezpieczeństwa danych i ochrony prywatności na platformie . Jak czytamy, 25 maja Twitter zawarł ugodę z Federalną Komisją Handlu (FTC). Zgodnie z podanymi informacjami, ugoda jest konsekwencją zaistniałego i rozwiązanego w 2019 r. incydentu dotyczącego prywatności, w trakcie którego, niektóre adresy e-mail i numery telefonów podane w celu zabezpieczenia konta mogły zostać nieumyślnie wykorzystane do celów reklamowych. Kieran informuje, że w ramach ugody Twitter zapłacił karę w wysokości 150 mln. USD i uzgodnił z agencją aktualizacje operacyjne oraz ulepszenia programu, w celu zagwarantowania, że dane osobowe użytkowników pozostaną bezpieczne, a ich prywatność będzie chroniona.

25 maja Odbyło się doroczne zgromadzenie akcjonariuszy Twittera podczas którego wbrew przypuszczeniom, nie odbyło się głosowanie nad zatwierdzeniem transakcji kupna Twittera.

Jak donosi abc NEWS, Prezes Parag Agrawal powiedział na wstępie, że kierownictwo nie będzie odpowiadać na żadne pytania związane z ofertą. Głosowanie akcjonariuszy w sprawie transakcji odbędzie się w przyszłości, w jeszcze nieokreślonym terminie. – donosi portal.

Zamiast tego, zgodnie z informacjami Reuters, odbyło się głosowanie, w którym inwestorzy zablokowali wybór Egona Durbana na ponowną kadencję w zarządzie spółki. Według dziennikarki i autorki wpisu, Sheilii Dang, Egon jest sprzymierzeńcem Elona Muska.

26 maja Musk krótko informuje, że Jack opuścił zarząd: Jack off the board!, po czym w kolejnych wpisach precyzuje, że chodzi o zarząd Twittera i że jest fanem Jacka, ale choć chciałby by ten pozostał w zarządzie, to rozumie, że Jack musi iść dalej.

27 maja Elon Musk w opublikowanym przez siebie twittcie wyraża zachwyt nad tym, jak wspaniale jest móc rozmawiać na platformie z ludźmi z najróżniejszych krajów oraz środowisk. Dodaje, że nawet od najbardziej surowych krytyków można się wiele nauczyć, a także, że kocha tą społeczność. Tego samego dnia Musk publikuje także ankietę z pytaniem:Komu ufacie mniej? Istotne pytanie. Podając do wyboru dwie opcje: politykom, miliarderom.  Społeczność zagłosowała, że mniej ufa politykom (75.7%).

Również 27 maja BBC donosi o pozwie zbiorowym przeciwko Elonowi Muskowi oraz Twitterowi, który został złożony przez inwestora Williama Heresniaka.

Inwestor Twittera pozwał Elona Muska i platformę społecznościową w związku z ofertą miliardera, opiewającą na 44 mld dolarów (34,9 mld funtów). W pozwie zarzuca się mu, że na wiele sposobów naruszył kalifornijskie prawo korporacyjne. Oskarża szefa Tesli o „niewłaściwe postępowanie”, ponieważ jego „fałszywe oświadczenia i manipulacje rynkowe spowodowały 'chaos’ w siedzibie Twittera w San Francisco”. Cena akcji Twittera jest o około 27% niższa od ceny oferty Muska, która wynosi 54,20 USD

Podobnie jak w treści pozwu złożonego przez Marc’a Bain’a Rasella, w tym także znajdują się zarzuty odniesienia korzyści finansowych, dzięki celowemu opóźnieniu ujawnienia swoich znaczących udziałów w Twitterze i opóźnienia ujawnienia planu stania się członkiem zarządu platformy.

Dodatkowo, Herseniak oskarża Muska m.in. o to, że część jego twittów jest myląca, a zgodnie z zacytowanym przez BBC fragmentem pozwu, wpis z 13 maja, w którym miliarder zawiadomił opinię publiczną o tymczasowym wstrzymaniu umowy z Twitterem: stanowił próbę manipulacji rynkiem akcji Twittera, ponieważ wiedział on o fałszywych kontach.

28 maja Musk publikuje na swojej tablicy twitterowej tablicy grafikę przedstawiającą jego samego, podczas gdy ten wypuszcza z ciasnej klatki twitterowego ptaszka, wskazując mu ręką drogę do wolności.

Pod twittem pojawił się między innymi komentarz z pytaniem o to, czy grafika oznacza, że Elon Musk próbuje uwolnić się od przejęcia Twittera, czy zamierza uwolnić jego potencjał.

3 czerwca Twitter publikuje informację na temat wygaśnięcia okresu oczekiwania na Hart-Scott-Rodino (w skrócie HSR) w związku z transakcją z Elonem Muskiem (Ustawa Hart-Scott-Rodino wymaga, by przed dokonaniem fuzji, przejęcia lub oferty przetargowej strony zaangażowane w transakcję złożyły Formularz Zgłoszeniowy i prawozdawczy dla Określonych Fuzji i Przejęć.(…)Po złożeniu sprawozdania strony muszą odczekać 30 dni – lub 15 dni w przypadku pełnopłatnych ofert przetargowych. Jeśli organy regulacyjne stwierdzą, że transakcja może mieć skutek antykonkurencyjny na określonych rynkach, mogą zażądać dodatkowych informacji pomocnych w ocenie transakcji. Okres oczekiwania zostanie wówczas przedłużony lub agencje mogą wystąpić o wydanie nakazu wstrzymania transakcji.). Wygaśnięcie nastąpiło 2 czerwca 2022 r. o godz. 23:59.

Innymi słowy, od strony formalnej do sfinalizowania transakcji konieczne jest jeszcze uzyskanie pełnomocnictw od posiadaczy akcji w związku z planowanym przejęciem Twittera.

6 czerwca prawnik Elona Muska wysyła list do Vijayi Gadde, szefa działu prawnego, polityki i zaufania Twittera. Musk oskarża w nim Twittera, o to, że firma nie ujawniając danych) na temat spamu i fałszywych kont na platformie (w tym metodologii badań) aktywnie sprzeciwia się i udaremnia jego prawa do informacji, mimo tego, że zgodnie z podpisaną umową, ma do takich informacji prawo.

Jest to wyraźne, istotne naruszenie zobowiązań Twittera wynikających z umowy o połączeniu, a Pan Musk zastrzega sobie wszelkie prawa z tego wynikające, w tym prawo do niedokonania transakcji oraz prawo do rozwiązania umowy o połączeniu.

– zapisał w liście prawnik Muska.

Jak czytamy w CNN Business, tego samego dnia Twitter w oficjalnym oświadczeniu stwierdził, że Twitter współpracował i nadal będzie współpracował z panem Muskiem w celu sfinalizowania transakcji zgodnie z warunkami umowy o połączeniu. oraz, że firma dąży do tego, aby zamknąć transakcję i egzekwować postanowienia umowy o połączeniu po uzgodnionej cenie i na uzgodnionych warunkach.

8 czerwca dziennikarze nytimes.com podają, że zgodnie z danymi jakie uzyskali od anonimowego informatora, w odpowiedzi na list z 6 maja, Twitter planuje przekazać Muskowi bezpośredni dostęp do „firehose”, czyli pełnego strumienia twittów.

W swoim liście z tego tygodnia Musk stwierdził, że dopilnuje, aby osoby przeglądające poufne dane dostarczone przez Twittera były związane umową o zachowaniu poufności. Zapowiedział również, że nie będzie przechowywał ani udostępniał poufnych informacji o Twitterze, jeśli transakcja nie dojdzie do skutku.

 – czytamy.

Autorzy artykułu, Lauren Hirsch i Mike Isaac, zwracają uwagę, że sam dostęp do twittów nie da Muskowi możliwości do sprawdzenia czy obliczenia Twittera na temat ilości botów na platformie (5%) są prawdziwe. Wyrażają jednak pogląd, że informacje jakie będą przekazywane Muskowi przez Twittera, mogą pomóc mu zaplanować działania wobec platformy (przy założeniu, że transakcja zostanie zrealizowana). Dziennikarze piszą, że do tej pory Musk przekazał inwestorom, że zamierza zmniejszyć zależność Twittera od przychodów z reklam i wprowadzić nowy biznes płatności.

Zgodnie z treścią publikacji internetowej, część poufnych danych firma zaczęła udostępniać miliarderowi już w maju. Nie robiła tego wcześniej ze względu na obawę, że Musk może założyć własny serwis społecznościowy (co sugerowały niektóre komentarze na Twitterze).

W tym samym dniu Elizabeth Dwoskin, żurnalistka Washington Post, donosi, że przekazanie Muskowi pełnego strumienia danych może nastąpić w bieżącym tygodniu [8-12.06.2022].  

Ponadto, autorka informuje:

Musk zrzekł się prawa do wglądu w finanse i wewnętrzne funkcjonowanie Twittera. Umowa kupna wymaga, aby Musk zrealizował transakcję, chyba że wykaże, że firma wprowadziła go w błąd lub jakieś ważne wydarzenie zmieniło jej wartość.

oraz

Szefowie Twittera sceptycznie podchodzą do możliwości Muska w zakresie wykorzystania danych do znalezienia wcześniej niewykrytych informacji: Strumień danych jest od lat dostępny dla firm, które płacą Twitterowi za możliwość ich analizy w celu znalezienia wzorców i spostrzeżeń w codziennych rozmowach. Wraz z niektórymi analitykami i osobami z Doliny Krzemowej twierdzą oni, że Musk wykorzystuje prośby o dane jako pretekst do wycofania się z umowy lub wynegocjowania niższej ceny.,

a także zauważą, że

niektórzy badacze zewnętrzni, na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań, sugerują, że odsetek ten jest w rzeczywistości znacznie wyższy – może być nawet dwukrotnie lub trzykrotnie wyższy niż wspomniane 5 procent.

15 czerwca Peter Hoskins, dziennikarz BBC informuje, że 16.06.2022 Elon Musk po raz pierwszy od czasu złożenia oferty kupna medium społecznościowego, porozmawia z pracownikami Twittera. Hoskins pisze, że informacja ta została potwierdzona przez rzecznika Twittera. Spotkanie miało zostać ogłoszone przez szefa Twittera, Paraga Agrawala w mailu do pracowników wysłanym 13.06.2022. Jak informuje gazeta, oczekuje się, że w trakcie spotkania Musk będzie odpowiadał na zgłoszone przed spotkaniem pytania pracowników.

Angelika Olearczyk – ukończyła licencjat z socjologii ekonomicznej na UWr, obecnie studiuje zarządzanie, oraz kończy studia podymplomowe z E-marketingu w biznesie. Członkini Teatru Ej!Aj!, w którym udziela się aktorsko oraz zajmuje się promocją wydarzeń, w tym mikrograntowego cyklu warsztatów Pryvit! // Привіт! na wrocławskiej Wielkiej Wyspie. Angelika jest nastawioną na ludzi i na rozwój pasjonatką jazdy na rowerze, podróży oraz teatru. W pisaniu najważniejsze jest dla niej poszukiwanie oraz dociekliwość. Cieszy ją, że życie jest pełne wyzwań, bo dzięki nim wciąż może uczyć się czegoś nowego.
Komentarz INDID: Anna Piotrowska o okładce Newsweeka z Andrzejem Dudą i Joe Bidenem

Komentarz INDID: Anna Piotrowska o okładce Newsweeka z Andrzejem Dudą i Joe Bidenem

Wydanie Newsweeka z 4 kwietnia wywołało niemałe zamieszanie wśród opinii publicznej. Wszystko za sprawą okładki, która przez wielu została skrytykowana i uznana za kontrowersyjną. Na pierwszej stronie można zauważyć dwie postacie, wyższą – prezydenta Joe Bidena oraz dużo niższą postać – prezydenta Andrzeja Dudę, który prowadzony jest „za rączkę” przez swojego amerykańskiego odpowiednika. Dodatkowo, Andrzej Duda trzyma w dłoni balonik, w kolorach amerykańskiej flagi. Całość zatytułowana została słowami: „Nowy Pan Prezydenta” z dopiskiem na samym dole: „Przez sześć lat Andrzej Duda gorliwie wypełniał zadania postawione przez prezesa PiS. Dziś jest sterowany przez administrację Joe Bidena. Dla Kaczyńskiego to nawet wygodne”.

Temat z okładki opisany został przez Renatę Grochal, znaną polską dziennikarkę i publicystkę, nominowaną w roku 2016 do nagrody Grand Press. Na ósmej stronie znajdziemy tekst Grochal, rozpoczynający się słowami: „Po siedmiu latach prezydentury Duda się obudził? – wojna na Ukrainie może dać nowe polityczne życie prezydentowi, który uchodził przez ostatnie lata za marionetkę Kaczyńskiego. Tylko czy Andrzejowi Dudzie wystarczy chęci i charakteru?”. Autorka w materiale przywołuje największe wpadki prezydenta Andrzeja Dudy. Grochal wymienia, że polski prezydent nazywany jest przez wielu „długopisem”, kwituje, że ostatnie siedem lat prezydentury Andrzeja Dudy było „fatalne”, a osoby LGBT nazwał „ideologią”. Renata Grochal wskazuje, że pojawienie się w styczniu informacji o planowanym ataku Rosji na Ukrainę, sprawiło, że Andrzej Duda znalazł odpowiedni moment na „polityczny reset”. Działaniem, którym to zapoczątkował, było zaproszenie na początku stycznia prezydenta Ukrainy – Wołodymyra Zełenskiego do swojego ogródka w Wiśle. Zdaniem autorki, to właśnie nawiązanie dobrych stosunków polsko-ukraińskich, a nie zawetowanie ustawy lex TVN przez Andrzeja Dudę, sprawiło, że prezydent Stanów Zjednoczonych – Joe Biden nawiązał kontakt z prezydentem Rzeczpospolitej. Na początku lutego odbył się również szczyt Trójkąta Weimarskiego. Grochal powołując się na swoich rozmówców stwierdziła, że „Amerykanie naciskali, żeby to Duda – a nie jak kiedyś premier – wziął w nim udział. Jak napisała: „Prezydent (Andrzej Duda) jest naturalnym partnerem dla amerykańskiego przywódcy. Poza tym Duda już przed wojną wysyłał sygnały, że chce się oderwać od PiS”. Dowodem takiego współdziałania prezydentów, ma być zdaniem Grochal projekt ustawy w sprawie likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego zgłoszony przez Andrzeja Dudę. Renata Grochal twierdzi, że być może ze względu na swój wiek, już niedługo prezes PiS – Jarosław Kaczyński przekaże kierownictwo partii – prezydentowi Andrzejowi Dudzie, któremu skończy się kadencja oraz premierowi – Mateuszowi Morawieckiego. W tych dwóch aktorach politycznych, autorka znajduje szansę dla PiS na zmianę prowadzonej polityki. 

Okładka Newsweeka spotkała się z dużą falą krytyki i nie jest pierwszą, która została niepochlebnie przyjęta przez komentatorów. Przykładem takiej okładki może być wydanie Newsweeka z grudnia ubiegłego roku. Pojawiły się na niej cztery osoby: Edyta Górniak (piosenkarka), Bogdan Rymanowski (dziennikarz), Jan Pospieszalski (publicysta) oraz Piotr Schramm (prawnik). Materiał został zatytułowany: “Siewcy głupoty – kwestionują pandemię, zniechęcają do szczepień, mieszają prawdę z fake newsami. Dlaczego miliony Polaków wierzą antyszczepionkowcom? W konsekwencji Bogdan Rymanowski i Piotr Schramm zapowiadali przeciwko Tomaszowi Lisowi pozwy o naruszenie dóbr osobistych.

Główne zarzuty dotyczące kwietniowego wydania Newsweeka dotyczą tego, że takimi publikacjami redaktor naczelny magazynu – Tomasz Lis, wspiera Kreml, poprzez ośmieszanie działań Zachodu. Ciekawie ten temat opisany został w artykule na portalu wp.pl https://wiadomosci.wp.pl/nowa-okladka-newsweeka-wywolala-fale-komentarzy-tomasz-lis-odpowiada-6754306777901600a, gdzie możemy poznać opinie dotyczące okładki, komentujących na Twitterze:

  • Dziennikarka TVN – Anna Kalczyńska: „Co to jest?”
  • Anna Maria Żukowska z Lewicy: „@lis_tomasz, czy mam rozumieć, że przyjęliście w redakcji @NewsweekPolska linię walki z amerykańskim imperializmem? Okładka i headline są jak wyjęte żywcem z sowieckiej propagandy”.
  • Stanisław Żaryn – rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych: Pisanie o Polsce jako wasalu USA i Wielkiej Brytanii to jeden z głównych motywów rosyjskiej propagandy przeciwko RP”.
  • Katarzyna Kotula, Lewica: „I sama już nie wiem czy bardziej KremlinWeek czy FoXWeek? Choć przecież to bez różnicy”.
  • Krzysztof Sobolewski  PiS: „Gdy kolejny raz w siedzibie tygodnika 'sufit zawalił się na łeb’ naczelnemu”.
  • Bart Staszewski – reżyser, działacz społeczny oraz aktywista LGBT: „Jeśli nowa okładka 'Newsweeka’ to prawda to znaczy, że Tomasz Lis totalnie stracił kontakt z bazą i powinien przejść na emeryturę”.
  • Tomasz Sakiewicz – redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”: „Tomasz Lis nawiązuje do stalinowskiej ideologii zaplutego karła reakcji…”.
  • Michał Płociński  „Rzeczpospolita”: „A ja naprawdę byłem przekonany, że ta antyamerykańska okładka Newsweeka to ordynarny fejk”

Analizując wpisy z Twittera zamieszczone w artykule na wp.pl, można dojść do wniosku, że krytyka okładki z prezydentami Polski i USA, została wyrażona z każdej strony politycznej sceny. W materiale wp.pl autor zamieścił wpisy, zarówno przedstawicieli: stacji TVN, Lewicy, reżysera i aktywisty LGBT oraz redaktora naczelnego prawicowych mediów. Światopoglądowa odmienność komentujących i krytykujących okładkę Newsweeka z 4-10.04.2022 roku jest bardzo zauważalna, być może stąd wynika dosadny komunikat Tomasza Lisa, który nie zgadza się z negatywnymi opiniami, a do swoich oponentów pisze, że się „skompromitują”.

Wśród krytykujących pojawiły się również głosy pochwały. Jednym z nich był twitterowy wpis Joanny Marczok, który brzmiał: “Świetna okładka i tekst! Pokazuje służalczą postawę Dudy i nie rozumiem skąd to oburzenie. Chyba, że przywykliśmy już do prymitywnej i nienawistnej propagandy w goebbelsowskim stylu sióstr Kremlowskich,że im wolno, a my musimy być tylko poprawni, że nam nie wolno pisać jak jest!”.

O kontrowersyjnej okładce rozpisywały się również inne portale internetowe. Na wprost.pl https://www.wprost.pl/kraj/10675924/nowa-okladka-newsweeka-pod-ostrzalem-krytyki-nowy-pan-prezydenta.html znajdziemy artykuł pod tytułem: „Nowa okładka „Newsweeka” pod ostrzałem krytyki. „Nowy pan prezydenta”, w którym możemy przeczytać, co na temat okładki sądzi Stanisław Żaryn. Rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych we wpisie na Twitterze napisał: „Pisanie o Polsce jako wasalu USA i Wielkiej Brytanii to jeden z głównych motywów rosyjskiej propagandy przeciwko RP. Pisaliśmy o tym w ost. opracowaniu. Niestety wątki takie przedostają się do polskich mediów”. Autor artykułu przypomina również, w jaki sposób Tomasz Lis zapowiadał numer z prowokacyjną okładką: „Nowy Newsweek: Andrzej Duda zdaje się uniezależniać od Kaczyńskiego i Nowogrodzkiej, ale jego przekonanie, że zaczyna być ważnym politykiem na arenie międzynarodowej to całkowita iluzja. Zmienił mu się po prostu patron. Obecny jest lepszy, ale Duda wciąż jest tylko wykonawcą”. Środowisko dziennikarskie również nie szczędzi słów krytyki, w materiale przytoczono wypowiedzi kilku dziennikarzy: 

  • Wprost – Joanna Miziołek, „ – Słabe to”,
  • Jakub Krupa – „ – Naprawdę zastanawia i zdumiewa mnie jak długo jeszcze pozostali dobrzy dziennikarze w Newsweeku będą tolerować to szaleństwo. Czy sami już też stracili jakąkolwiek perspektywę?”,
  • Estera Flieger – „ – Durna okładka »Newsweeka«, czyli niedziela jak zawsze”,
  • Michał Kolanko z „Rzeczpospolitej”- „ – W niektórych miejscach czas się już na zawsze zatrzymał”.

W kolejnym artykule https://niezalezna.pl/437124-nowa-okladka-newsweeka-skrojona-pod-propagande-kremla-putin-musi-sie-cieszyc-z-publikacji-lisa?msnc Michał Kowalczyk (Niezależna) zatytułował materiał: „Nowa okładka Newsweeka skrojona pod propagandę Kremla? „Putin musi się cieszyć z publikacji Lisa”. Kowalczyk już na początku kwituje kwietniową okładkę Newsweeka słowami: „Najnowsza okładka „Newsweeka” wygląda, jakby była projektowana na Kremlu”. Zdaniem autora materiału: „Taką okładkę promuje sam Tomasz Lis, który przekracza już wszelkie granice w swojej antyrządowej postawie”. Kowalczyk podkreśla, że w obecnej sytuacji geopolitycznej okładka szkodzi Polsce, a najbardziej zadowolony będzie z niej nie kto inny, jak Władimir Putin. Dziennikarską działalność Tomasza Lisa, autor artykułu komentuje jednym zdaniem: „Co do Tomasza Lisa, już chyba nikt nie ma wątpliwości, komu służy”.

Na polskatimes.pl https://polskatimes.pl/kontrowersyjna-okladka-newsweeka-tomasza-lisa-oskarzenia-o-powielanie-rosyjskiej-propagandy/ar/c1-16205535 znajdziemy artykuł Adama Kielara, który podkreśla, że środowisko dziennikarskie bardzo mocno skrytykowało okładkę: „W mediach społecznościowych zawrzało. Wiele osób, w tym publicyści i przedstawiciele mediów skrytykowali okładkę „Newsweeka”, sugerując, że pismo powiela rosyjską propagandę, która wprost mówi, że Polska jest sługą Stanów Zjednoczonych”. Kielar przywołuje wypowiedź byłego prezydenta Federacji Rosyjskiej, Dmitrija Miedwiediewa, który powiedział: „ [Dla] wasalskich polskich elit ważniejsze jest przysięganie wierności swojemu zwierzchnikowi, Ameryce, niż pomoc własnym obywatelom”. Co według Miedwiediewa jest powodem, że „będą teraz podtrzymywać ogień nienawiści wobec wroga w Rosji”

Adam Kielar pokazuje również wpis z Twittera Tomasza Lisa, który po ogromnej fali krytyki napisał: „Płatnym lub bezpłatnym propagandzistom i klakierom PiS-u nie podoba się nasza okładka. Niech się gonią. Mają swoje pisemka i swoją Kurwizję”. 

Z kolei na wirtualnemedia.pl https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/newsweek-okladka-andrzej-duda-kancelaria-jakub-kumoch już na początku dowiadujemy się, że: „Jakub Kumoch, sekretarz stanu i szef biura polityki międzynarodowej w kancelarii premiera, odwołał rozmowę z dziennikarką „Newsweek Polska” Renatą Grochal w ramach cyklu „Onet Opinie”. Na okładce ostatniego wydania tygodnika zamieszczono fotomontaż krytykujący politykę prowadzoną od niedawna przez Andrzeja Dudę w relacjach z Joe Bidenem”. 

Po fali krytyki, sprawę okładki postanowił skomentować również Tomasz Lis, który napisał na Twitterze: „Ci, którym nie przeszkadza PiS-owska machina nienawiści, na rozkaz partii, za pieniądze lub z głupoty, próbują zakneblować media, których partia nie lubi. Uprzedzam, nie uda się. Ale po drodze się skompromitujecie”.

Tomasz Lis od dawna wyraża się – delikatnie rzecz ujmując – niepochlebnie na temat polityki partii rządzącej. W artykule, który pojawił się w wydaniu z kontrowersyjną okładką redaktor naczelny napisał: „U Kaczyńskiego jest nieustanna wojna, a jeśli pojawi się pokój, to tylko jako kamuflaż, pułapka na oponentów i pozór”. Głównym zarzutem, który Tomasz Lis zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu jest „odkurzanie Smoleńska”. Zdaniem redaktora naczelnego, prezes PiS przypomina opinii publicznej o Smoleńsku zawsze, gdy znajdzie się w politycznym zaułku. Podkomisja Smoleńska ogłosiła raport z badania zdarzenia lotniczego z udziałem samolotu Tu 154 M nad lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj na terenie Federacji Rosyjskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku, z którego wynika, że zanim samolot uderzył w drzewo, doszło do wybuchu. Raport przedstawiono już po publikacji Newsweeka, jednak redaktor naczelny magazynu ostrzegał w swoim tekście, że przyjęcie narracji o zamachu na polską delegację dwanaście lat temu, służy Kaczyńskiemu do potwierdzenia swojej tezy o celowym doprowadzeniu do katastrofy lotniczej przez Rosjan. Lis uważa, że teraz, kiedy Putin prowadzi wojnę w Ukrainie, Jarosław Kaczyński wykorzysta to jako potwierdzenie swojej teorii na temat katastrofy w Smoleńsku. W dalszej części artykułu, Tomasz Lis wypowiedział się na temat prezydenta Andrzeja Dudy: „W tym układzie władzy Andrzej Duda gorliwie odgrywa rolę naczelnego komika kraju, rozbawiającego wszystkich minami, powiedzonkami i angielszczyzną. Nie jest ważne, że tak jak sześć lat był sterowany przez Nowogrodzką, tak dziś jest sterowany przez administrację amerykańską za nic nieznaczące obietnice jakiegoś stanowiska po prezydenturze. Wykonuje więc gesty jak w sprawie lex TVN czy lex Czarnek. Dla Kaczyńskiego to nawet wygodne, bo pozwala mu udawać, że ta władza jest inna, niż jest. Na końcu Andrzejek, jak w prywatnych rozmowach nazywają go ludzie PiS, będzie jednak pamiętał, by pomagać w mordowaniu praworządności i nie zapraszać Tuska na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, bo po co ma być na niej ktoś, kto się zna na polityce zagranicznej. Kaczyński bawi się dobrze, więc dla zabawy, dla zamieszania w narodowym kotle i dla napuszczania wszystkich na siebie może znowu wypuścić z klatki Macierewicza, który bredzi o bombie termobarycznej, bo styki przepaliły mu się już dawno”. Słowa Tomasza Lisa poniekąd wyjaśniają, dlaczego redaktor naczelny Newsweeka zdecydował się na taką okładkę. 

Kwietniowe wydanie Newsweeka wywołało sporo kontrowersji i negatywnych opinii wśród opinii publicznej. I nie ma się czemu dziwić. Tomasz Lis od dawna prowokuje. Stąpał po cienkiej linii na granicy dobrego smaku dziennikarskiego, ale obecnie, ta granica została już przekroczona. Okładka podważa autorytet nie tylko prezydenta Andrzeja Dudy, ale i całego naszego kraju. Podczas gdy wielu Polaków przyjmuje uchodźców z Ukrainy do swoich domów, a tuż obok naszej granicy trwa masowe ludobójstwo, którego dopuszczają się rosyjscy żołnierze.

W artykule wstępnym redaktora naczelnego, pada tak dużo negatywnych określeń pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że można zastanawiać się czy nie chodzi tu o jakieś osobiste impertynencje. A na przykład Donald Tusk jest określony przez Lisa, jako „osoba znająca się dobrze na polityce zagranicznej”. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie ma nic złego w pokazywaniu, jakie błędy popełniają politycy, tylko, że jedni zostali dosadnie skrytykowani, a inni (pochodzący z opozycji) są wychwalani. A zarówno rząd przed 2015, jak i ten wybrany po 2015 roku, miały swoje wzloty i upadki.  Zatem, gdzie tu obiektywizm? Uważam, że dziennikarstwo nie powinno iść w tę stronę, zwłaszcza w czasach, gdy widzimy, jak chociażby w Federacji Rosyjskiej ludzi karmi się dezinformacją i propagandą. Pamiętajmy zatem, że czymś innym jest opisywanie rzeczywistości taką, jaką ona jest a czymś innym jest propagowanie własnych poglądów za pomocą mediów. Jeżeli mamy inne zdanie to rozmawiajmy, a nie szydźmy z siebie nawzajem. 

Autor: Anna Piotrowska

studiuje kierunek Nowe Media na Mazowieckiej Uczelni Publicznej w Płocku. Jednak jak sama twierdzi studia magisterskie pragnie rozpocząć w Warszawie. Ania to ambitna wolontariuszka związana z Instytutem Dyskursu i Dialogu od sierpnia 2020 roku. Bardzo chętnie podejmuje się kolejnych wyzwań, które mają na celu szerzenie wzorowego dziennikarstwa i badanie rzetelności przekazów medialnych, czego przykładami są członkowstwo w Instytucie Dyskursu i Dialogu, Stowarzyszeniu Analityków Mediów Elektronicznych, a obecnie nowa funkcja, czyli redaktor portalu DobrzyDziennikarze.pl. Ania o portalu DobrzyDziennikarze.pl mówi -“To fenomenalny projekt, którego zadaniem jest nagłaśnianie wzorowych materiałów dziennikarskich oraz ich twórców. We współczesnym świecie nie zdajemy sobie sprawy, jak ważnym elementem naszej codzienności jest informacja, a sposób, w jaki zostanie ona przedstawiona, determinuje nasze postrzeganie rzeczywistości. Zajmiemy się więc poszukiwaniem i odnotowywaniem najlepszych przekazów medialnych, ponieważ pragniemy, by media miały przykład, jakie dziennikarstwo jest dziś wzorem”.

Nie daj się dezinformacji – wiarygodne źródła informacji z Ukrainy

Nie daj się dezinformacji – wiarygodne źródła informacji z Ukrainy

W czasie szumu medialnego związanego z agresją rosyjską na Ukrainę niezwykle ważne jest korzystanie z wiarygodnych oraz maksymalnie pierwotnych źródeł informacji. Najlepiej odnosić się bezpośrednio do źródeł ukraińskich – oficjalnych kanałów komunikacyjnych rządu i władz Ukrainy oraz sprawdzonych, dobrych mediów, które cały czas relacjonują na miejscu wydarzenia. Przygotowaliśmy dla Państwa listę stron internetowych oraz profili na Twitterze i Instagramie tych źródeł. Mając na uwadze to, że wielu z nas nie zna ukraińskiego, jednym z kryteriów doboru źródeł było to czy podaje ono informacje w języku angielskim. Ponadto udostępniamy źródła z Polski, które weryfikują przekazywane dalej informacje, podają je bez emocji i rzetelnie.

Ukraińskie strony rządowe

Strony internetowe mediów ukraińskich

Profile na Facebooku powyższych źródeł

Profile na Twitterze powyższych źródeł

Profile na Instagramie powyższych źródeł

  • @ukraine.ua
  • @zelensky_official
  • @op_ukraine
  • @withukraine
  • @ukraine.eu.mission
  • @kyivpost.official
  • @stopfakingnews
  • @ukrinform

Wiarygodne źródła medialne w Polsce